Szyfladki. 2011-06-23 01:41:57

Otwieram szafy, szuflady, zaglądam do wszystkich zakamarków. Dotykam grzbietów książek i zeszytów, zaglądam do piórników, kartoników, kubeczków. Przeglądam kartki, papiery, testy, kartkówki. Rozkładam kartony, wielkie pudła, składam je w niekształtne prostopadłościany.
Nigdy nie lubiłam się pakować.
Zaczynam od tego co najważniejsze, czyli od książek, układam je według rozmiarów i zapotrzebowania na nie przez wakacje.
Już dawno powinnam pozbyć się przynajmniej połowy, lecz jak co roku, wkładam je na dno kartonów, by poczekały na mnie jeszcze kilka, kilkanaście miesięcy.

Co potem?
Później jakieś szpargały, zeszyty, ubrania, długopisy, skradzione ołówki, buty, pierścionki, torebki, zimowa kurtka, bloki, rysunki i inne głupoty. Nie wiem, skąd na Świecie biorą się te rzeczy. Przecież to niemożliwe, bym do jednego pokoju, w ciągu 5 miesięcy, przywiozła 4 kartony, walizkę, plecak i liczne pudełka moich rzeczy.
Nie, to zdecydownie nie mieści się w głowie, jak i w tych wszystkich składzikach.

Zamykam drzwi od bagażnika i wyruszam.
Znowu zatrzasnęłam za sobą kolejne drzwi, choć okien nawet nie domknęłam.
Znowu wydaje mi się, że coś kończę, choć w rzeczywistości to nadal trwa.
Nadal jestem otoczona walizkami, wszystkimi kolorowymi szpargałami, domowym zapachem, ale to znowu trwa chwilę.
Bo przecież mnie wiecznie nie ma, wciąż gdzieś biegam, gdzieś znikam, gdzieś latam. To tu, to tam.
 
Kiedyś nawet próbowano siłą posadzić mnie na krześle, bym choć przez chwilę wygrzała jedno miejsce. Ale przecież tak się nie da.
Jest tyle rzeczy do zrobienia na tym Świecie, tyle obłoków do zobaczenia, tylko liści do policzenia, tyle twarzy do poznania i tyle kolorów do zapamiętania.
W życiu nie ma czasu na odpoczynek, nawet jeśli spędzisz dłuższą chwilę w łóżku.

Tagi: a few magic words.

skomentuj (2)

Wyścig. 2011-04-26 02:09:21

Wszystko zaczyna się wtedy, kiedy najbardziej chcesz to zakończyć.
W ostatniej chwili okazuje się, że znasz na pamięć numery telefonu, adresy pocztowe lub mailowe. Na dnie toreb znajdujesz wycinki z gazet, broszur, czasem nawet zdjęcia, które już dawno powinny leżeć na szczycie wysypiska wspomnień.
Wtedy bierzesz do ręki telefon, kartkę lub długopis i piszesz. Piszesz najbardziej niestworzone historie, które gdzieś tam w głębi mogą być prawdą, właściwie to wszystko będzie prawdą, bo zaczynasz pisać swoją pyrzyszłość.
Przeszłość i teraźniejszość nagle gdzieś ucieka, gdzieś umyka i znika na dobre. Otwierają się drzwi, okna, a przed oczami ukazuje się długa, trochę kręta, lecz bardzo jasna droga.
Znowu robisz ten pierwszy krok, potem następny, zaczynasz iść, nagle przyspieszasz, aż w końcu biegniesz. I wcale nie chodzi o to, by znaleźć się na samym końcu tej ścieżki. Po prostu chcesz minąć, to co już dawno powinieneś mnieć za sobą i znaleźć się w tym lepszym miejscu, tym które przez przypadek ominąłeś, albo przeoczyłeś.
Widzisz wtedy słońce, zieleń traw i drzew, białe tulipany i zająca uciekającego z zegrarkiem w garści, lecz nie chcesz już Go gonić.
Dobrze wiesz, że znowu zaprowadzi Cię do tej szalonej fantazji, z której nie ma ucieczki.
Owszem, jest mnóstwo drzwi, które pozwolą Ci się stamtąd wydostać, lecz albo wszystkie będą zamknięte, albo klucze, które znajdziesz nie będą pasować do żadnego z zamków. Nawet kubeł zimnej wody Cię nie wyzwoli, ani zapach spalin.

Dlatego teraz po prostu się zatrzymasz, rozejrzysz dookoła i w końcu zrozumiesz, że nie warto ścigać się z własnym umysłem, może nawet z sercem. Wystarczy zatrzymać się na moment, znowu spojrzeć na tę zieleń traw i białe tulipany, by zrozumieć, że po prostu jest dobrze i nie warto już więcej biec.

Tagi: a few magic words.

skomentuj (0)

Lot. 2011-04-10 22:56:50

Uśmiech.
Kąciki warg niespodziewanie mkną ku górze, usta nagle zaczynają się uwydatniać, a ja czuję, że coś wewnątrz zaczyna szaleć.
Tak, to trzepotanie maleńkich skrzydeł gdzieś w okolicach pępka.
Jadę rowerem. Gra muzyka. Miasto gra. To samochody, to migoczące światła dla pieszych, to rozmowy obcych ludzi, to śmiech dziecka i szczekania psa. Miasto tworzy muzykę, tworzy dźwięki. Powstają utwory, których nigdy dotąd nie słyszałam.
Kręcą się koła, mknę dalej, zamykam oczy, oddycham pełną piersią. Liczę do pięciu. Otwieram je.
Widzę ukochane domy, bloki, ulice, pasy, światła, przystanki, autobusy, drzewa, most.
Wszystko otoczone jest zieloną powłoką. Drzewa i ptaki tańczą w rytm muzyki.
Puszczam kierownicę, czuję, że zaraz odfrunę. Popatrzę na to wszystko z góry. Pomacham do kierowców.
Chyba jestem czerwonym balonikiem z helem, unoszę się coraz wyżej. Dotykam chmur, ścigam się z samolotami.
I wciąż lecę wyżej i wyżej. Gwiazdy mam na wyciągnięcie dłoni, próbuję dotknąć Księżyca, uciekam od Słońca, którego promienie próbują mnie doścignąć i poparzyć.
Kosmos.
Kosmosem jest mój Świat, który widzę w oddali, który jest teraz taki maleńki, że mam ochotę go zjeść, albo chociaż polizać. Wydaje się być zielono-niebieskim dropsem, albo gumą balonową.
Świat jest taki smaczny.

Tagi: a few magic words

skomentuj (3)

Noc. 2011-02-24 23:40:51

Dziś rano podwinęła mi się noga. Zapukałam dwa razy do drzwi.
Cisza.
Zapukałam trzeci raz. Czułam czyjąś obecność po drugiej stronie dębowego portalu.
Milczenie.
Nie czekałam dłużej na znak, dotknęłam twardej, złotej klamki. Nie chciałam tego, jednak ona sama się poruszyła, a coś popchnęło mnie do środka.
Wnętrze.
Ciemność, spokój, ciche tykanie zegara. Już północ. Nie chciałam myśleć o czasie, miał zatrzymać się wtedy w miejscu, miał być moim przyjacielem. Poraz kolejny okazał się wrogiem.
Czarne, zimne kafle zapraszały mnie do środka. Weszłam. W oddali dostrzegłam delikatne światło. Bałam się podejść bliżej.
Strach.
Kolejny raz, wbrew sobie, kilka kroków do przodu. Oddech, czułam Go. Nie chciałam sie odwrócić. Szłam dalej, wpatrzona w magiczną poświatę. Nie chciałam myśleć, chciałam czuć.
Serce.
Waliło, a ja? Otaczałam je murami, skałami, bramami, kłódkami, zamykałam na tysiące zamków. Miało nie bić, miało siedzieć cicho i czekać.
Miało czekać na nadejście niczego, które zjawiło się szybciej niż oboje tego chcieliśmy.

Tagi: a few magic words.

skomentuj (0)

Kocie sny. 2011-02-24 00:10:14

Pierwszy krok, pierwszy oddech, pierwsze spojrzenie.
Zatrzymanie, brak tchu, zamknięte oczy.

Stoję, łapię się za usta, przymykam powieki.
Boję się iść, chcę biec, pragnę się położyć.
Ty krzyczysz, ona płacze, my milczymy.
Coś mruczy, coś szczeka, nic piszczy.

Później już tylko ciemność, kilka promieni, światło.
Bawisz się moimi myślami, one uciekają, a ja chowam je pod kapeluszem.
Mój mózg jest podrapany, pokaleczony, krwawi.

I wtedy wszystko stało się jasne, a nic przestało istnieć.

Tagi: a few magic words.

skomentuj (0)

Księga Gości